- Wow - powiedziała czarownica.
Zawsze chciała umieć zmieniać kształt, ale jakoś Dissa nie kwapiła się, by ją tego nauczyć. Lyndel nigdy nie interesowała się polityką i nie bardzo wiedziała kim mogą być młodzieńcy. Zebrała swoje rozsypane rzeczy i poczekała aż jej nowi znajomi wrócą do swojej pierwotnej postaci. Właściwie mogła sobie iść z nimi. Byle tylko nie było tam żadnych trolli. Byle tylko było sucho i mogła się trochę umyć. Po drodze próbowała przypomnieć sobie to wszystko, o czym mówiła jej opiekunka odnośnie Imperium. Większość rzeczy, które mówiła Dissa nie nadawały się do powtórzenia, a określenie "zakompleksiony kurdupel" i "niech w rzyć sobie wsadzi te swoje podatki od wszystkiego", były najniewinniejszymi z inwektyw.
- Jestem Calin - przedstawił się dwornie blondyn i uśmiechnął promiennie. - Moi towarzysze to Alvis i Lair.
- Jestem Lyndel.
- A czym się zajmujesz Lyndel? - zapytał czarnoskóry Lair.
- Jestem czarownicą - powiedziała z dumą.
Czarnowłosy spojrzał na nią z lekkim niedowierzaniem i nie skomentował.
- A co cię sprowadza w te strony? - kontynuował Lair.
- Wędruję - odparła już nie tak pewnie dziewczyna.
- Och, dajcie spokój - Calin zmarszczył brwi. - Jak na jakimś przesłuchaniu! Jesteś gorszy od ludzi króla, Lair.
Czarnoskóry zaczął się bronić i chłopcy wdali się w sprzeczkę, ale bardziej z przekory, niż faktycznej złości. Lyndel strapiona spoglądała to na jednego, to na drugiego i próbowała ich pogodzić. Alvis patrzył na las i drogę w zadumie i nagle spojrzał na swoich towarzyszy.
- Kryć się - syknął.
Chłopcy posłuchali od razu, ale Lyndel patrzyła na nich zaskoczona, aż w końcu Calin musiał pociągnąć ją za nimi w krzaki.
- Co się dzieje? - zapytała.
- Cicho, ludzie króla.
Zawsze chciała umieć zmieniać kształt, ale jakoś Dissa nie kwapiła się, by ją tego nauczyć. Lyndel nigdy nie interesowała się polityką i nie bardzo wiedziała kim mogą być młodzieńcy. Zebrała swoje rozsypane rzeczy i poczekała aż jej nowi znajomi wrócą do swojej pierwotnej postaci. Właściwie mogła sobie iść z nimi. Byle tylko nie było tam żadnych trolli. Byle tylko było sucho i mogła się trochę umyć. Po drodze próbowała przypomnieć sobie to wszystko, o czym mówiła jej opiekunka odnośnie Imperium. Większość rzeczy, które mówiła Dissa nie nadawały się do powtórzenia, a określenie "zakompleksiony kurdupel" i "niech w rzyć sobie wsadzi te swoje podatki od wszystkiego", były najniewinniejszymi z inwektyw.
- Jestem Calin - przedstawił się dwornie blondyn i uśmiechnął promiennie. - Moi towarzysze to Alvis i Lair.
- Jestem Lyndel.
- A czym się zajmujesz Lyndel? - zapytał czarnoskóry Lair.
- Jestem czarownicą - powiedziała z dumą.
Czarnowłosy spojrzał na nią z lekkim niedowierzaniem i nie skomentował.
- A co cię sprowadza w te strony? - kontynuował Lair.
- Wędruję - odparła już nie tak pewnie dziewczyna.
- Och, dajcie spokój - Calin zmarszczył brwi. - Jak na jakimś przesłuchaniu! Jesteś gorszy od ludzi króla, Lair.
Czarnoskóry zaczął się bronić i chłopcy wdali się w sprzeczkę, ale bardziej z przekory, niż faktycznej złości. Lyndel strapiona spoglądała to na jednego, to na drugiego i próbowała ich pogodzić. Alvis patrzył na las i drogę w zadumie i nagle spojrzał na swoich towarzyszy.
- Kryć się - syknął.
Chłopcy posłuchali od razu, ale Lyndel patrzyła na nich zaskoczona, aż w końcu Calin musiał pociągnąć ją za nimi w krzaki.
- Co się dzieje? - zapytała.
- Cicho, ludzie króla.


