Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 41:Wpatrywał się w uciekającego konia...

« poprzedni dopis
 

cloudjubei 73

Od: 21.10.2006,aktywny: dawno temu

Tekstów: 7,

Dopisów: 104,


Wpatrywał się w uciekającego konia, jakby w tej ucieczce było coś dziwnego, niczym dobrze zaplanowana sztuczka. Spojrzał na Eldana, który widać niezbyt wesoły ze względu na tę sytuację, nawet zakląwszy, lecz już gotował się do walki. Cloud nienawidził walki, gdyby mógł to stałby z tyłu, robiąc to, co powinien... Lecz teraz, miałby wymówkę.

- Słuchajcie - rzekł, niezbyt głośno, nie był jeszcze przyzwyczajony do roli dowódcy, sam się za takiego nie uważał. Każdy był swoim panem, wszyscy byli sobą oraz mogli robić, co chcieli. Łączyła ich pasja, a on, on po prostu chciał dać się małemu napić... - wiem, że wrogowie są blisko, lecz nie pozwolę, by temu zwierzęciu coś się stało. Poza tym, jeden koń mniej oznacza, iż ktoś będzie musiał iść.

- Ależ Cloud, naprawdę nie trzeba... - Eldan wciąż trzymał strzałę na cięciwie, lecz Orkowi wydało się, iż jest trochę zawstydzony tym faktem.

- Dacie sobie radę, jam i tak żadną pomocą. - zobaczył lekki błysk pośród drzew z miejsca, w które pobiegł koń. Wszyscy byli obróceni w jego stronę, więc nie mogli tego ujrzeć. - Czuję, że ten koń jeszcze nam pomoże... Taki instynkt.

- Idź. Czyń swoją powinność. - Rzekł Matthaeus, jakby uśpiony i nieodzywający się od dłuższego czasu. Twarze innych jakby się rozjaśniły, gdy zdali sobie sprawę, iż mają u swego boku tak wspaniałe stworzenie. Cloud podszedł tylko do Astrid i poprosił, by zaopiekowała się jego małym podopiecznym. Pocałował ją w dłoń i bezzwłocznie pognał w las. Czuł wodę, lecz nie sądził, by to było powodem dla którego rumak uciekł. Wiedział, że była wokół niego jakaś czarna aura, lecz, gdy wtem popatrzył nic nie ujrzał. Myśli trapiły jego umysł. Nie chciał wierzyć, by ktoś starał im się przeszkodzić lub, co gorzej, w drużynie był zdrajca. Obraz, który zapamiętał, gdy tu wbiegał, o wiele się różnił od tego, który teraz ujrzał. Nie wiedział, iż tak szybko potrafił biegać, lecz być może od skraju lasu nie dzieliła go taka duża przestrzeń. Białe gołębie przeleciały tuż koło jego oczu. Świeże powietrze uderzyło do nozdrzy, powodując, iż w jakiś dziwny sposób czuł się wolny. Wysypana kwieciem polana rozpościerała się aż po horyzont, a tuż przy granicy z lasem przecinał ją bystry strumyk. Rumak poił się wodą, a tuż przy nim stała kobieta. Spodziewał się, iż zobaczy coś nadzwyczajnego, lecz nie kolejną zagubioną duszę. Jej błyszczące złote włosy olśniewały go swym blaskiem, prawie jakby patrzył w twarz słońcu. Twarz, która się doń uśmiechała...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

- Słuchajcie[,] - [o]rzekł



[zwierzu] - zwierzęciu



Rzekł Matthaeus, [jakby] uśpiony i nieodzywający się od dłuższego czasu. Twarze innych [jakby] się rozjaśniły - powtórzenie



gdy zda[li]



mają [k]u swego



Świe[ż]e



Spodziewał się, iż zobaczy coś niespodziewanego - Jak można spodziewać się niespodziewanego? Może lepiej "nadzwyczajnego", albo jakoś tak?




Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.