Kolejna nawiedzona chata  zobacz opis świata »

Dopis 11:Wrócili na dół...

« poprzedni dopis
 
Wrócili na dół. Karol trzymał pod bok ledwo przytomną Alicję. Alek spojrzał na nich swoim nieobecnym, mętnym wzrokiem. Ani na chwilę nie odstąpił od ciała swojej zmarłej siostry. Oddychał ciężko, ręce miał całe pokrwawione, wokół walały się kłęby wydartych z głowy włosów.

- Nie żyją, prawda? – spytał cicho, a nie wiadomo było, czy przemawia przez niego bardziej strach czyn nadzieja.

- Nie żyją – odparł Karol, usadawiając Alicję na kanapie.

Alek roześmiał się, a był to śmiech przesycony goryczą i ironią.

- Aż tutaj poczułem smród – powiedział, kiedy wreszcie się opanował.

- Zamknij się! – krzyknęła oburzona Alicja.

- Sama się zamknij, idiotko – zripostował Alek.

- Oboje przestańcie – wtrącił się Karol. – To do niczego nie prowadzi. Musimy pomyśleć, jak się stąd wydostać. – Ton jego głosu zdradzał nienaturalny spokój, wręcz wyrachowanie.

- Jakby ci na tym zależało – burknęła Alicja.

- Co proszę?

- Nic.

Karol podszedł do drzwi i zaczął nimi szarpać, ale na próżno. Kopnął je kilkukrotnie z buta, także bez rezultatu.

- Tak się ze mną bawicie? – Odszedł, chwycił krzesło, rozpędził się i cisnął nim w okno. Szyba pękła z głośnym trzaskiem, do środka wdarł się rozwydrzony, ostry wiatr ze śniegiem. Karol zdołał jakoś podejść, ale w momencie, w którym miał przekładać rękę przez parapet, drewniane, wzmacniane metalowymi okuciami okiennice zatrzasnęły się gwałtownie. W ostatniej chwili zdążył uchylić palce.

- Stąd nie ma ucieczki – rzekł Alek, przytulając się do zimnego policzka Kingi. Szeptał jej coś niezrozumiale na ucho.

Alicja wstała, podeszła do kuchni i zaczęła gmerać po szafkach. Dyskretnie, tak że nikt tego nie zauważył, schowała mały kuchenny nożyk do wewnętrznej kieszeni bluzy. Nie da się zabić. Prędzej wymorduje wszystkich, niż pozwoli się tknąć. Zabije ich tak samo jak Martę! Małą wredną sukę, która kupiła sobie uczucia rodziców Alicji swoimi słodkimi oczami i spijała z nich miłość niczym pijawka, nie pozostawiając nic ani dla niej, ani dla Maliny. Przyjemnie było słuchać, jak cierpi...

Karol westchnął, osunął się na podłogę i zanurzył twarz w dłoniach. Potrzebował pomyśleć. Nic nie układało się tak, jak sobie zaplanował. Przyjrzał się dyskretnie pozostałej parze ocalałych. Czuł przyjemne mrowienie na samą myśl o tym, jakby cudnie się ich mordowało. Oblizał wargi. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że kto inny uprzedził go w jego zamiarach... Zamiast zabijać, Karol potrzebował ich, żeby samemu przeżyć.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Nigdy bym nie wpadła na to z Karolem, że on też może być potencjalną ofiarą i że nie współpracuje z tymi siłami.


Mam nadzieję, że niczego przez to nie zepsułem... Choć fakt, wahałem się, jaką nadać Karolowi rolę:)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.