MISS SZANGHAJU  zobacz opis świata »

Dopis 11:Wspiąłem się na parapet , stanąłem w...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Wspiąłem się na parapet, stanąłem w błękicie okien. Po drugiej stronie była platforma, zielona, zarośnięta trawą. Coś w rodzaju mini ogrodu - moda na zielone dachy dotarła już do Szanghaju. Zsunąłem się tam.
- Po tym fragmencie widać, że ten jak ma spore pokłady człowieczeństwa - stwierdziła korektor.
- Pyszna kawa - pochwaliłem ją.
- Nie wolałby się pan napić szampana?
Wiedziałem do czego pije. Odpowiedziałem, że nie.
- Niech się pan przyzna, że pisze pan tę książkę dla samego siebie. Chyba nie chce mi pan wmówić, że ta bajeczka jest czymś, co powinien dostać nasz czytelnik.
- To książka dla dorosłych - zaprotestowałem.
- Idźmy dalej. Już samo tempo w jakim pan pisze świadczy o tym, że będą się pojawiać błędy merytoryczne. Ale pan się uparł żeby udowodnić, że nie istnieje coś takiego jak błąd. Ja nie mogę dać na to przyzwolenia, pracuję w korekcie.
- Rozumiem, że pani pracuje w korekcie.
- Przecież tutaj aż się roi od błędów.
- Raczej od ryb...

Woda była gładka jak glazur, wokół błyskały się ławice ryb. Nagle zerwał się wiatr i wpadł w żagiel jachtu którym płynął Robert Gabrinelli. Był to barczysty mężczyzna w sile wieku. Jego ciotka wyjechała do Tybetu, postanowił więc skorzystać z okazji i wypłynął w morze biorąc jej łódź.

- A ten tu po co?
- Nie wiem. Gdzieś płynie.
- Niech mi pan lepiej streści co dalej z tymi miśkami.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Ryby.. Skojarzyło mi się z marlinem z opowiadania Hemingwaya "Stary człowiek i morze". Czy Robert Gabrinelli jada może marliny?

Marliny to są te kurdle z opowiadania Stanisława Lema? Nie, nie jada ich, bo żeby na nie zapolować trzeba użyć szczypiorku.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.