Wspomnienie samotnych nocy
pełnych strachu i niepewności,
kiedy pod poduszką kryłem twarz,
by księżyc nie widział
moich łez i lęku w moich oczach,
osładza mi twój widok.
Lubię patrzeć,
jak twoje karminowe usta
wyginają się w niemym
grymasie rozpaczy.
Lubię patrzeć
jak twoje fiołkowe oczy
skrzą się bólem
i błyszczą od łez.
Lubię patrzeć,
jak umiera
twoja pewność siebie,
jak kurczysz się
pod moim wzrokiem
i sztywniejesz
pod moją dłonią.
Kiedyś uwielbiałem
sprawiać ci radość,
nie mogłem znieść
twojego bólu,
twoje łzy wtedy
zabijałyby mnie
kawałek po kawałku,
gdybyś tylko
umiała już wtedy płakać.
Teraz kocham patrzeć
jak czujesz to,
co ja czułem
przez wszystkie te lata,
jak dławisz się lękiem,
pustką, obojętnością,
brutalną szorstkością
mojego dotyku
i poczuciem straty.
Zagłuszam w sobie
całą miłość jaką
chowam gdzieś
na dnie mojego skażonego
upokorzeniem serca,
zasłaniam maską oschłej
twardości wywołującej
to piękne poczucie winy.
Ale pamiętaj jedno,
tak nie musi być,
jeszcze możesz to zmienić.
Będę czekał.
Teraz ja pozwolę
się zdobywać
Będę czekał,
aż upadniesz na kolana,
i będziesz z uwielbieniem
całować moje dłonie,
aż będziesz błagać
o wybaczenie,
aż zaskomlesz
niczym zdradliwa suka
u stóp pana,
którą przecież jesteś.
A wtedy może znów
cię pokocham,
podniosę i obejmę
jak dawniej,
tylko silniejszy.
Może znów będzie tak samo
choć inaczej,
bo tym razem,
to ja będę stawiał warunki,
a ty posłuchasz,
bo nie będziesz potrafiła,
żyć beze mnie.
Teraz role się odwrócą,
to ja będę łaskawie
pozwalał ci się kochać,
to ty będziesz prosić
o każde słowo,
spojrzenie, gest.
Więc płacz, póki czas,
może coś jeszcze naprawisz.
Czekam...
***
złodziej pustki
pełnych strachu i niepewności,
kiedy pod poduszką kryłem twarz,
by księżyc nie widział
moich łez i lęku w moich oczach,
osładza mi twój widok.
Lubię patrzeć,
jak twoje karminowe usta
wyginają się w niemym
grymasie rozpaczy.
Lubię patrzeć
jak twoje fiołkowe oczy
skrzą się bólem
i błyszczą od łez.
Lubię patrzeć,
jak umiera
twoja pewność siebie,
jak kurczysz się
pod moim wzrokiem
i sztywniejesz
pod moją dłonią.
Kiedyś uwielbiałem
sprawiać ci radość,
nie mogłem znieść
twojego bólu,
twoje łzy wtedy
zabijałyby mnie
kawałek po kawałku,
gdybyś tylko
umiała już wtedy płakać.
Teraz kocham patrzeć
jak czujesz to,
co ja czułem
przez wszystkie te lata,
jak dławisz się lękiem,
pustką, obojętnością,
brutalną szorstkością
mojego dotyku
i poczuciem straty.
Zagłuszam w sobie
całą miłość jaką
chowam gdzieś
na dnie mojego skażonego
upokorzeniem serca,
zasłaniam maską oschłej
twardości wywołującej
to piękne poczucie winy.
Ale pamiętaj jedno,
tak nie musi być,
jeszcze możesz to zmienić.
Będę czekał.
Teraz ja pozwolę
się zdobywać
Będę czekał,
aż upadniesz na kolana,
i będziesz z uwielbieniem
całować moje dłonie,
aż będziesz błagać
o wybaczenie,
aż zaskomlesz
niczym zdradliwa suka
u stóp pana,
którą przecież jesteś.
A wtedy może znów
cię pokocham,
podniosę i obejmę
jak dawniej,
tylko silniejszy.
Może znów będzie tak samo
choć inaczej,
bo tym razem,
to ja będę stawiał warunki,
a ty posłuchasz,
bo nie będziesz potrafiła,
żyć beze mnie.
Teraz role się odwrócą,
to ja będę łaskawie
pozwalał ci się kochać,
to ty będziesz prosić
o każde słowo,
spojrzenie, gest.
Więc płacz, póki czas,
może coś jeszcze naprawisz.
Czekam...
***
złodziej pustki


