Goodbye cruel world  zobacz opis świata »

Dopis 4: Wszystko zaczęło się od tego...

« poprzedni dopis
 

Pudelko 438

Od: 12.01.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 32,

Dopisów: 1265,


***



Wszystko zaczęło się od tego, że dostałam laptopa i internet za wysoką średnią i zajęcie pierwszego miejsca w olimpiadzie chemicznej. Uczyłam się nadal dobrze, miałam dużo znajomych i kolegów, kiedy poznałam Franka. Rozmawiałam z nim najpierw na czacie, potem na gadu-gadu. Był miły, o rok ode mnie starszy, rozumiał mnie, oglądał takie same filmy jak ja. Naprawdę fajny, chciałam się z nim spotkać, ale napisał, że on mieszka w Gdańsku. Nasza znajomość była bardzo zażyła, musiałam codziennie z nim gadać przynajmniej przez kilka minut, takie uzależnienie. Rodzice nic nie zauważyli, bo odrabiałam lekcje i uczyłam się równie dobrze. Franek mówił, że wykształcenie jest bardzo ważne. Wysłałam mu swoje zdjęcia w takiej krótkiej sukience i w stroju kąpielowym, bo chciałam, żeby wiedział jak wyglądam. On mi przysłał swoje. Był wysokim, blondwłosym chłopcem. Przystojny strasznie! Któregoś dnia dostałam od niego wiadomość, że jutro będzie w moim mieście, bo ma wycieczkę klasową. Jego mama podpisała zgodę, że może wyjść na trzy godziny wieczorem, aby spotkać się z koleżanką czyli ze mną. Umierałam z radości. Nie mogłam się doczekać, marzyłam o tej chwili od kilku miesięcy. Kupiłam sobie ładne ubranie, poszłam do fryzjera, a nawet się pomalowałam. Mama kiwała dziwnie głową, ale powiedziałam, że idę do koleżanki na jej czternaste urodziny. Umówiliśmy się z Frankiem pod pomnikiem. Przyszedł.

Stary facet, z wielkim brzuchem. Powiedział, że Franek to jego syn i przyjść nie mógł. A potem... w ciemnej bramie zrzucił ze mnie moje nowe ubrania. Skrzywdził mnie. Krzyczałam, biłam, wyrywałam się. Zgwałcił mnie. Nie mogę uwierzyć. Potem mnie zostawił nagą, kopnął w brzuch i powiedział, że Franek wcale nie istnieje. I poszedł. Minęły dwa dni, a ja nie mogę o tym zapomnieć. Dlatego biorę sznur, staję na krześle i zarzucam pętlę na hak wbity w sufit. Po chwili już nie mam problemów, tylko wolno stygnęłę i chwieję się. Umarłam, a razem ze mną miłość do Franka.



 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

 


*kolegów[,] kiedy poznałam Franka


* ur[o]dz[/o]iny


* stygnę[/łę]


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.