Manuel Folleno/Miłosne igraszki  zobacz opis świata »

Dopis 7:Wykręcił szmatę i odłożył wiadro ....

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Wykręcił szmatę i odłożył wiadro. Bocznymi schodami przemknął niczym cień. Jak szara myszka biegł przez wypucowany korytarz i wszedł w jakieś drzwi. W pustym pokoju coś się poruszyło, spojrzał w górę i zobaczył zaczepioną o belkę stropową postać. Był to nietoperz.
Rycerz przyjrzał mu się uważnie i dostrzegł srebrne koła wokół czujnych uszu. Nietoperz wykonał woltę i ułożył ciało tak, żeby rozmawiać jak równy z równym.
"Trzeba być bardzo długo nietoperzem, żeby tak wyglądać" - pomyślał rycerz.
- Poznałem nieźle to zamczysko, niech pańscy comarades nie zbliżają się, i tak nie mogli by mi pomóc - odezwał się.
- Maurycy Noless nie da się podejść. To doświadczony wojownik i wielki kombinator, czy ma pan jakiś plan?
- Tak - odpowiedział rycerz obracając się jak pionek na szachownicy. - Jeśli naprawdę zależy panu na pozbyciu się smoka, musi pan podjąć ryzyko - rzekł opierając się o klamkę.
- Ma bardzo długie łapy. Kiedy zamierza pan tego dokonać?
- Dlaczego chce pan to wiedzieć?
- Wolałbym wtedy być gdzieś indziej - powiedział nietoperz i poszybował w stronę okna.
Rycerz opuścił pokój, zawrócił w kierunku schodów. Zatrzymał się jeszcze przed drzwiami biblioteki, które były uchylone. W środku nie było wiele książek, raptem kilka, wetkniętych w stary regał. Strzępy dywanu przypominały wycior, w kominku nie było ognia. Pod ścianą, w potoku światła, stało iglaste. Było jeszcze całkiem zielone.
- Czekałem na ciebie - odezwało się drzewko, młody świerk.
Rycerz obszedł go dookoła i usiadł w fotelu. Wyjął zza pazuchy jabłko i zaczął się nim delektować.
- Pracujesz jeszcze w swoim zawodzie, czy dalej będziesz jeździł na szmacie? - iglak podsunął mu koszyk jagód i czekał aż skończy jeść.
- Jesteś kolegą nietoperza? - zapytał rycerz wycierając kraciastą chustą twarz.
- To bez znaczenia. Mam przeczucie że dopisze ci szczęście.
W zachowaniu iglastego było coś drażniącego. Drzewił tutaj nie dłużej niż sezon, a zachowywał się jak stary wyga.
- Słyszałem o tobie Folleno. Kiedyś był z ciebie wiracha...
- Tak - zadumał się rycerz.
- To kiedy się zajmiesz tą tłustą świnią? Wolałbym wtedy być w lesie.
Rycerz spojrzał spod długich rzęs. Drzewko zatrzęsło się. Widocznie było w tym spojrzeniu coś specjalnego, bo zrobiło kilka kroków i zamknęło za sobą cicho drzwi.
Rycerz westchnął i wyciągnął się w miękkim fotelu.
Przymknął powieki i przypomniał sobie okrągły stół. Polerowany przez hebel wieczności skrawający dziada czasu, solidny jak poczta rycerzy. Może nie było jeszcze za późno, żeby do nich dołączyć?
Nagle poczuł, że coś się ruszyło. Ściana biblioteki zmieniła kolor i przemieniła się w smoka.
Maurycy Noless próbował stłumić śmiech.
- To kiedy zamierzasz tego dokonać? - zapytał.
Zapadła cisza, którą przerwał tubalnym głosem nie pozbawionym ironii - Hen, hen za lasem mam dom nad jeziorem. Wiesz...wolałbym wtedy tam być.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.