Prywatne  zobacz opis świata »

Dopis 2:Wyszła . Pierwszy podmuch...

« poprzedni dopis
 

Pudelko 438

Od: 12.01.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 32,

Dopisów: 1265,






Wyszła. Pierwszy podmuch podwiał jej płaszcz, drugi zrzucił długo wyszukiwaną beretkę, a trzeci nawiał jej śniegu prosto w twarz. Poczuła, że zimno gładzi jej policzki i że szczypie gorzej niż piana z szamponu w oczach. Złapała okrycie głowy i otrzepała ze śniegu. Kolejny podmuch przyniósł tylko zimny wiatr, który wdarł się gwałtownie w oczy i wywołał parę łez.

- Świetnie, świetnie. Idź sobie w płaszczyku i adidasach, ruchy – mruczała w szalik idąc pod wiatr. Ślizgały jej się buty, które przy piątym kontakcie ze śniegiem całkowicie przemokły.

- Debilka – mruknęła do siebie myśląc, że przecież mogła kupić to wszystko dawno temu, a teraz nie marznąć, tylko czytać notatki na wykład. Jakaś starsza pani odwróciła się za nią i spojrzała pytająco.

Sklep. Oaza ciepła, ciszy, muzyki i braku śniegu. Piękny budynek z ogrzewaniem, suchymi, zimowymi ubraniami i uśmiechniętymi pracownicami. Sklep. Był daleko. Śnieg padał obficie, ciężkie płatki wolno tworzyły zaspy, leniwie opadały na gałęzie drzew, a mróz wszystko ze sobą sklejał, nie pozwalał uciec zimowemu pięknu. „ Wolałabym podziwiać to piękno z okna w mieszkaniu” – pomyślała Weronika i wywinęła pięknego orła. Padła jak długa na tyłek, a chwilę potem, kiedy usiłowała wstać poślizgnęła się ponownie i upadła na plecy. Poczuła, że zimna płyta chodnika wciąga ją w swoje lodowate kafle, że zaraz zamieni się w leżący słup skostniałego człowieka.

- Może pomogę? – Jakieś ręce, szybki oddech i miły uśmiech uniosły ją do pionu.

- Chyba uderzyłam się w głowę – mruknęła do szalika i naciągnęła beret mocniej na głowę.

- Wszystko w porządku? W taką pogodę w adidasach! – głos był naganny, ale młody. Spod kaptura i czapki z daszkiem widać było tylko zielone oczy i czarne brwi.

- Sandały mi przemokły już, więc adidasy – zażartowała otrzepując się ze śniegu. Było jej tak zimno, że ledwo powstrzymała drżenie głosu.

- Ha – zaśmiał się lekko – Niech pani uważa! Wesołych świąt.

Oddalił się szybko i pewnie. Na nogach miał trapery, a zimowa kurtka dumnie walczyła ze śniegiem. Skuliła się w sobie i ruszyła na ratunek swojemu zmarzniętemu ciału.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.