Z dziennika kapitana statku "Karmelowy sad", pana Florensa Dominika Szczuna, poszukiwacza złotych kul.
...Pilnie wypatruję kolorów nieba. Wszystko wskazuje na to że obraliśmy właściwy kurs. Pogoda dopisuje, wieje wiatr i nawet pieniacz Dower oparty o reling notuje coś w swojej pamięci pochłonięty obserwacją horyzontu.
Kliper idzie na pełnych żaglach, podziwiam jego smukły kadłub i wysokie maszty. Mam najlepszą załogę jaką można sobie wymarzyć. To zgraja karnych i silnych jak dęby marynarzy, którzy podobnie jak ja ukochali blask złota- cudownych wschodów i zachodów słońca na pełnym morzu obietnicy fortuny.
Płonący brzeg ukochanej Florencji został daleko w tyle. Okręt spisuje się bez zarzutu, cieszy mnie to bardzo ponieważ czeka nas długa droga w poszukiwaniu złotych kul...Gdyby tylko dały się odnaleźć.
Nie jest to wcale proste, ale obiecałem sobie i swojej rodzinie którą powierzam opiece Boga.
Ostatnim razem kiedy je widziałem miałem tylko pięć lat. Mieszkaliśmy wtedy na Wzgórzach, spotykało się je wtedy dość często. Nie mam pojęcia skąd się wzięły. Po prostu, każdego miesiąca, przy pełnym jak kielich księżycowego blasku, mężczyźni rozpalali na wzgórzach ogień...
SZLIFIERZ DIAMENTÓW (fragment)
...Pilnie wypatruję kolorów nieba. Wszystko wskazuje na to że obraliśmy właściwy kurs. Pogoda dopisuje, wieje wiatr i nawet pieniacz Dower oparty o reling notuje coś w swojej pamięci pochłonięty obserwacją horyzontu.
Kliper idzie na pełnych żaglach, podziwiam jego smukły kadłub i wysokie maszty. Mam najlepszą załogę jaką można sobie wymarzyć. To zgraja karnych i silnych jak dęby marynarzy, którzy podobnie jak ja ukochali blask złota- cudownych wschodów i zachodów słońca na pełnym morzu obietnicy fortuny.
Płonący brzeg ukochanej Florencji został daleko w tyle. Okręt spisuje się bez zarzutu, cieszy mnie to bardzo ponieważ czeka nas długa droga w poszukiwaniu złotych kul...Gdyby tylko dały się odnaleźć.
Nie jest to wcale proste, ale obiecałem sobie i swojej rodzinie którą powierzam opiece Boga.
Ostatnim razem kiedy je widziałem miałem tylko pięć lat. Mieszkaliśmy wtedy na Wzgórzach, spotykało się je wtedy dość często. Nie mam pojęcia skąd się wzięły. Po prostu, każdego miesiąca, przy pełnym jak kielich księżycowego blasku, mężczyźni rozpalali na wzgórzach ogień...
SZLIFIERZ DIAMENTÓW (fragment)


