Na pohybel wiatrakom  zobacz opis świata »

Dopis 2:Z Wertera jakby nagle uszła cała para:...

« poprzedni dopis
 
Z Wertera jakby nagle uszła cała para: spuścił głowę, ramiona mu opadły, a klatka piersiowa stała się jakby wklęsła.

- Zatem nie ma już nadziei... - mruknął żałośnie.

Kirke pożuła chwilkę swe wargi i trzeszcząc, pokuśtykała po małej biblioteczki pod ścianą. Don mierzył ją chwilę wzrokiem, zastanawiając się, co robi. Kobieta uchyliła przeszklone, drewniane drzwiczki i wyjęła księgę. I to całkiem nową.

Kichot pokręcił wąsem, gdyż na myśl mu przyszło pytanie.

- Pani... - zaczął - jesteś mądrą kobietą, moc twa niemal boskiej równa, ale ów wiedza... musi pochodzić z ksiąg jakichś przepastnych. A cóż widzę tutaj: mała szafka z brudnymi, okopconymi drzwiczkami na suchych zawiasach. A na półkach szafki jeno parę tomów leży... - uniósł siwą, krzaczastą brew. Pytanie zawisło w powietrzu.

- Rycerzem jesteś, nieprawdaż? - mruknęła.

- Najprawdziwszym! - wypiął dumnie pierś.

- Zatem... - ciągnęła, układając księgę w twardej oprawie na blacie niskiej, przysadzistej katedry - wykształconym człekiem jesteś...

- To oczywiste, pani.

- I w całej swej mądrości nie wpadłeś na to, czym w palenisku palę, by kocioł podgrzać... - bardziej stwierdziła niż zapytała. Kichot otwarł i zamknął usta parę razy. Werter stłumił parsknięcie. Don chrząknął. Kirke kłapnęła bezzębną szczęką.

- Skąd jesteś, młodzieńcze? - zapytała, jeżdżąc palcem po karcie otwartej księgi.

- Garbenheim, pani. To znaczy nie! Z Wahlheim, pani.

- Tiaa... - pokiwała głową. - A gdzie Leipzig leży, to wie? - Werter zmieszany kiwnął głową, nie wiedząc, do czego starucha pije.

- Zatem udasz się tam, paniczu. Jeśli nadal chcesz próbować rozwiązać swój problem, oczywiście. A gdy już tam dotrzesz, znajdziesz pewnego doktora.

- Doktora? - jego twarz rozświetliła iskra nadziei.

- Owszem, doktora... - kłapnęła.

- A nazwisko? Jak go znajdziemy? Kogo mamy szukać? - nadzieja w nim zmartwychwstała. - Jakże na imię ma ten doktor?! - Czarownica zamknęła księgę z głuchym dudnięciem i odwróciła się wolno w stronę mężczyzn.

- Faust. Doktor Heinrich Faust...

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

To parodia a Twój wpis jest pierwszy, przy którym zaczęłam się śmiać. Widać więc, że dobrze wybrałeś najlepszy spośród swoich :) Co do lubienie mnie czy kogokolwiek - do tego nie da się zmusić ani przekupić, ale na pozytywną ocenę napewno zasługujesz :)

hehehe :D ekstra

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.