Wrzosowy jogurt miodowy według ostrężynowego, kremowego paliwąsa   zobacz opis świata »

Dopis 16:Zając uśmiechnął się chytrze . Chwycił...

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


Zając uśmiechnął się chytrze. Chwycił walizkę, zamaszyście wkładając ją sobie pod pachę, po czym wartko ruszył przed siebie, wprost w wąską uliczkę wiodącą między wysokimi blokami mieszkaniowymi. Przyśpieszył kroku, kiedy odkrył, że jest śledzony. Na nic to jednak się zdało, nieznany zuchwalec niestrudzenie podążał jego śladem, toteż zając spróbował zaskoczyć przeciwnika – kimkolwiek mógł on być – poprzez skomplikowany cios z półobrotu. Zwierz mocniej zacisnął dłonie na drogocennym przedmiocie i z całym impetem skoczył, odwracając się w tył. Jakież było jego zaskoczenie, gdy zobaczył przed sobą jedynie dziewczynkę o wielkich, niewinnych oczach w kolorze błękitu i jasnych, niczym promienie wiosennego słońca, włosach. Zamarł na chwilę, zaś jego serce szamotało się nerwowo, dając wyraz ogarniającemu go zadziwieniu. Tymczasem dziewczynka badawczo spoglądała mu w oczy.
– Jesteś białym królikiem! – zawołała radośnie.
– Nie jestem biały, ani nie jestem królikiem – zając wreszcie odzyskał jasność umysłu.
– Jesteś białym królikiem – powtórzyło dziewczę. – Nigdy nie widziałam takiego.
– Jestem takim samym zjawiskiem, jak białe myszy. Widzi się mnie, kiedy się śni, albo gdy się zbyt wiele wypije.
– Nie. Nie jest pan myszą. Jest pan białym królikiem!
– Ileż razy mam powtarzać? Jestem zającem, czy tego nie widać, natrętna męczyduszo?
– Nie jestem natrętną męczyduszą. Mam na imię Alicja.
– Że co?
– Alicja z Krainy Czarów…
– Bardzo mi miło. Wybacz skarbie, ale spieszę się – stwierdził wymijająco szarak, po czym dał susa w stronę wielkiego lustra, zawieszanego właśnie na skraju sąsiedniego budynku przez braci bliźniaków.
– Króliku, poczekaj! – rzuciła się za nim w pogoni dziewczynka, po czym niechybnie wpadła wprost na lustro, które o dziwo nie rozbiło się, a wykrzywiło w dziwaczny sposób pochłaniając całkowicie postać dziewczynki.

Alicji wydawało się, że w jakiś niewytłumaczalny sposób spada poprzez wieczność. Było to dziwne spadanie. Nie miało kierunku, nie dało się czuć nabieranej prędkości. Dziewczynka pomyślała, iż szybuje w olbrzymiej bańce powietrznej. Wokół wirowały barwne marzenia senne. Niektóre wydawały świszczące dźwięki, inne pobrzmiewały śmiechem, zapadały się w sobie i znów odradzały. Błyszczały, mieniąc się najróżniejszymi barwami, świeciły całymi gamami refleksów. Dziewczynka zrywała i głaskała niektóre z nich, inne nawoływała swym zawodzącym, donośnym głosem, by jeszcze innym nadawać płynny kształt swych puchatych myśli. Wkrótce jednak uczucie spadania rozsypało się, niczym kruszona szklana powierzchnia pod wpływem silnego podmuchu wietrznego. Alicja szeroko otworzyła oczy, by szybko zorientować się (bowiem była to bardzo bystra dziewczynka), iż znajduje się w sporej wielkości zbiorniku wodnym.
Rozejrzała się wokół, podziwiając podwodny świat, pełen przedziwnych stworzeń, ryb, kałamarnic, a nawet żółwi. Zamaszystym ruchem skierowała się w kierunku powierzchni wodnej, kiedy o jej nogę otarł się przedziwnej piękności wąż morski.
– Dzień dobry, wężu – Alicja uśmiechnęła się swawolnie, podziwiając majestatyczny pysk zwierzęcia.
– Och, droga Alicjo, miło cię widzieć w Krainie Fantazji.
– Skąd znasz me imię, wężu?
– Jak często spotykasz białe, wodne, skrzydlate węże? – tu nasz przybysz wyraźnie zatrzepotał swymi potężnymi skrzydłami. – Jestem smokiem, a trzeba wiedzieć, że w Krainie Fantazji smoki wiedzą wszystko o wszystkim. Zatem znają również imiona dziewczynek, które odwiedzają ich krainy.
– Ach, w takim razie dzień dobry smoku! – dygnęła niezgrabnie Alicja, wciąż znajdująca się w wodzie.
– Dzień dobry. Możesz mówić mi po imieniu.
– To smoki również mają imiona?
– Wszystko ma. Nawet łyżki i widelce. Nawet drobina kurzu i każdy z płatków róży.
– Naprawdę? Jakie jest twoje imię, smoku?
– Jestem Falcon. Syn Falkora – legendarnego już smoka szczęścia.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 10

Rodzaj zadziwienia który opisujesz w związku ze spotkaniem się Alicji i zająca jest zachwytem, stanem witalnego, harmonizującego uniesienia,
może już pora szanowna koleżanko przyjrzeć się znaczeniu słów, uważniej obserwować charakter opisywanych zjawisk.
Pomysł z dziewczynką na gigancie wydaje się dobry, tak słodko nawija makaron na uszy że zając nie ma wyboru- musi się zastanowić czy rzeczywiście nie jest, albo czy może jest, białym królikiem. Mogę nadmienić że w głębi duszy doskonale zdaje sobie z sprawę z tego kim jest, ale nie może przecież tak od razu się przedstawić, potrzebna mu jakaś legenda, coś w rodzaju; hej, byłem kiedyś zającem, a teraz jestem białym królikiem...
Dziewczynka jest spoko, ale za szybko przypinasz do niej kolejny wózek z tematami które mogłyby poczekać, może lepiej żeby ich wcale nie było.
Bliźniaki przemawiają, ale tylko pod warunkiem że chodzi o euromaskotki.
Jest tyle cudownych przestrzeni, różnych portali i przejść, lustro też się znajdzie, przecież nie każdy się musi w nim wyginać.
Ale ze smokiem przegiełaś, na wspólną kolację w Wierzynku nie ma co liczyć,
Prosiaczek nigdy by na to nie pozwolił.
O co Ci chodzi z tym smokiem? Toż nie ma już na arenie innych stworzeń z którymi dziewczynka mogłaby się zaprzyjaźnić? Taka śliczna dziewczynka. I takie ładne imię.

Muza zwinęła skrzydełka i westchnęła...

Znaczenie słów? Charakter opisywanych zjawisk? Skąd możesz wiedzieć jak bacznie mu się przyglądam?:p Jedyna trudność, to przelać zjawisko na ekran, z pomocą pewnych palców i twardej, stukającej klawiatury. Bynajmniej, mogę się nie domyślać, iż jesteś z tej szkoły, która każe nawciąż poruszać wodzami, by zmusić zwierzę do żucia wędzidła, aby ponoć sprawić je bardziej "miękkim w pysku". Bardziej plastycznym. Zaś jak znaczenie się odnosi do kształtu i formy? Cóż, ciekawam jak mój wpis odstaje od swych poprzedników...

Jeśli chcesz spowolnienia akcji, nie ma sprawy. Da się zrobić. Jednak smoka można z powodzeniem zostawić. Pozwolę sobie odbić Twe własne słowa "o co chodzi z tym smokiem?". Co z nim nie tak? Czy gorszy od jakiegokolwiek innego zwierza? Sądzę, iż Smok Szczęścia jest niemalże nieodłącznym składnikiem Krainy Fantazji (niech łapki podniosą Ci, którzy nie fantazjowali nigdy o podróży na jego grzbiecie, chętnie policzę ich na palcach dłoni). Może przypomnisz sobie książkę "Niekończąca się historia", którą zapewne jeszcze rodzice czytali Ci na dobranoc... a odnajdziesz źródło inspiracji i jawnego wręcz nawiązania.

Bliźniacy to oczywiście Tralambum i Tralambim... kogóż innego sobie w ich miejscu wyobrażałeś?

Moja wiedza bierze się stąd że przeczytałem Twój tekst. Twierdząc że zając zamarł sugerujesz że zniknął z planu materii. A przecież że ma się świetnie i nawet odkrywa swoje podobieństwo do królika. Zatem niech "tak" będzie "tak" a "nie" "nie" (Biblia, nie pamiętam który Testament)
Tak więc zając tak naprawdę nie zamarł, co innego gdyby chodziło o niedźwiedzia, wtedy można by podyskutować.
Co do żucia wędzidła, nie moja bajka.
Akcja jak najbardziej ma być wartka... hm, porównanie; gość znajduje na plaży kawałek węgla, a Ty od razu wjeżdżasz z historią czwartorzędu. To właśnie spowalnia akcję, zawalenie bogactwem wrażeń. No, chyba że potrafisz to wszystko pięknie poukładać, jak np u Hemingwaya.
Z tego co się dowiedziałem to smoki bywają pożyteczne, np są świetnymi nauczycielami matematyki. W zestawieniu z dziewczynką...nie wiem, może odzywa się we mnie jakiś atawizm, chęć żeby ją ochronić. To w końcu wielki bydlak. A może tylko takie sprawia wrażenie.
"Niekończąca się historia"- pamiętam film, ale tam występował wielki pudel na którego grzbiecie jakiś młody bohater przemierzał świat. Wielki biały pudel, piosenka w wykonaniu Limahla.

Widzę, iż problematyczne stało się odczytanie słowa "zamarcie". Otóż, (za słownikiem synonimów i antonimów), synonimy tego słowa to: akinezja, bezruch, blokada, klincz, marazm, martwy punkt, skostnienie, brak ruchu, stagnacja, statyczność, zakleszczenie, zamarcie, zastój, zastygnięcie
antonimy: akcja, czyn

Czy jest już jaśniej, co chciałam przekazać? Nie pisałam o śmierci zająca, ale o tym, że zamarł (w domyśle "zamarł w bezruchu").

Co do Pańskiego stwierdzenia:
""Niekończąca się historia"- pamiętam film, ale tam występował wielki pudel na którego grzbiecie jakiś młody bohater przemierzał świat. Wielki biały pudel, piosenka w wykonaniu Limahla."
Pozwolę sobie go nie komentować;)

A...? Może by tak samemu na papierze, zamiast idomę grać na necie?!

?

Pewnie każdy kto lubi, w domu sobie na papierze coś tworzy. Po to jest to miejsce w sieci, aby mogła zaistnieć współpraca między różnymi ludziskami. Nikt nikogo nie zmusza, żeby się dopisywać...

Inna sprawa, iż tworzymy pewną społeczność, wymieniającą się sugestiami, poradami i przede wszystkim przyjemnie spędzającą chwile.

Btw. Co to jest idoma?

Specjalnie, z troską o niewiedzących niczego na temat przytaczanej przeze mnie w powyższym kontekście postaci, jaką jest smok szczęścia, zapodaję odpowiedni cytat z "Niekończącej się historii". Oto on:

"(...)Ponad mrokiem Głębokiej Przepaści, rozpięta między jej krawędziami, wisiała niebywałych rozmiarów pajęczyna. A w jej kleistych niciach, grubych jak liny, miotał się wielki biały smok szczęścia, walił ogonem i łapami jak szalony, wikłając się coraz bardziej beznadziejnie. Smoki szczęścia należą do najrzadszych zwierząt w Krainie Fantazji. Nie są wcale podobne do zwyczajnych smoków czy bazyliszków, które jak olbrzymie, wstrętne węże zamieszkują głębokie pieczary, buchają smrodem i strzegą jakichś prawdziwych albo urojonych skarbów. (...)
Smoki szczęścia natomiast są tworami powietrza i ciepła, istotami o niepohamowanej radości i mimo potężnych rozmiarów lekkimi jak letnie obłoki. Toteż do latania nie potrzeba im skrzydeł. Pływają w podniebnych przestworzach jak ryby w wodzie. Widziane z ziemi wyglądają jak powolne błyskawice. Najdziwniejszy jest ich śpiew. Głos smoków szczęścia brzmi jak złoty grzmot wielkiego dzwonu, a kiedy mówią cicho, wydaje się, jakby owo grzmienie dochodziło z daleka. Komu zdarzyło się kiedyś słyszeć ten śpiew, nie zapomina go już do końca życia i opowiada o nim jeszcze swoim wnukom.
(...)
Długie, giętkie ciało, którego łuski koloru masy perłowej iskrzyły się różowo i biało, zawisło pokręcone i spętane w olbrzymiej pajęczynie. Długie wąsy u pyska, bujna grzywa i frędzle na ogonie były zaplątane w kleiste liny, tak że zwierzę ledwie mogło się ruszyć. Tylko kuliste oczy w lwiej głowie lśniły rubinowo i wskazywały, że smok jeszcze żyje."

Więcej w książce...



Co do idomy, w necie i na papierze też. Mogę się pochwalić; Wyróżnienie w konkursie "Dziennika Zachodniego" na opowiadanie o wakacyjnej miłości. 2008

@up Pogratulować wyróżnienia w konkursie. Zacnie, zacnie.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.