Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 83: Zamek dostrzegli już z oddali...

« poprzedni dopis
 
***

Zamek dostrzegli już z oddali. Nawet z tej odległości można było dostrzec, że z jego dawnej świetności dziś pozostało niewiele. Jedna z baszt straszyła teraz swym pustym, wypalonym czerepem, blanki murów były poszczerbione. Przez lata, jakie upłynęły od zakończenia wojny nikt nie podjął prób naprawienia zniszczeń. Być może zaważył na tym fakt, że nie istniały obecnie żadne armie, które byłyby w stanie zagrozić jego murom.

- Regner.

Veon był pewien, że się nie myli. Nigdy wcześniej wprawdzie nie był w tych stronach, jednak wiele niegdyś słyszał o tym zamku, opuszczonym pod koniec wojny. Idealne miejsce na siedzibę łowców niewolników. Bo że jeźdźcy ścigający Kelię nimi właśnie byli, tego był pewien.

- Zbliżymy się pod osłoną tych zarośli – Eldan wskazał ręką kierunek i ruszył pierwszy. Młody zagajnik, pełen niskich drzewek i gęstych krzewów zapewniał znakomitą osłonę przed bystrym wzrokiem strażników.



Z bliska zamek nie sprawiał lepszego wrażenie, niż z oddali. Zniszczenia były jeszcze lepiej widoczne, rzucała się też w oczy pewna niefrasobliwość jego mieszkańców. Bramy pilnowało tylko dwóch wartowników, zbrojnych w pordzewiałe kolczugi i dzierżących w krzepkich dłoniach krótkie włócznie o szerokich grotach. Nie strzeżono za to przechodów, wąskich przejść w murach, które podczas oblężenia służyły do czynienia wycieczek zbrojnych.

Varail odpiął pas z mieczem i podał go Yngvild. Milczącej i niespokojnej. Wprawdzie fizyczne rany zagoiły się dzięki interwencji Michelle, jednak rany, jakie Wikinka odniosła na duszy, nie goiły się tak łatwo.

- Miecz tylko przeszkadzałby, sztylet wystarczy – rzekł cicho goniec. – Spróbuję pozbyć się tych dwóch – wskazał ruchem głowy na wartowników, przechadzających się nieopodal bramy. Nudzili się widać setnie. Varail wykorzystał moment, gdy żaden z nich nie patrzył w stronę ich kryjówki i kilkoma susami dopadł najbliższego przechodu. Dalej wypadki potoczyły się szybko. Gdy jeden ze strażników zbliżył się do gońca, ten chwycił go od tyłu zasłaniając przy tym usta. Nim „sęp” zdołał choćby pomyśleć o oporze, było już za późno. Wąskie ostrze sztyletu wtargnęło w jego krtań, gasząc płomień życia. Eldan powoli opuścił martwe ciało na ziemię.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

*lepszego wrażeni[a]


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.