Mazbah  zobacz opis świata »

Dopis 18: Zaprowadzili go do stajni...

« poprzedni dopis
 
***

Zaprowadzili go do stajni. Teo gorączkowo myślał. Pamiętał już, ale bał się. Białowłosy uderzył go. Pijak upadł na siano. Podnieśli go. Kolejny cios.

- Teraz powiesz kto cię wynajął - powiedział wojownik.

- Nie mogę! - krzyknął Teo.

Było jeszcze kilka uderzeń.

- A teraz powiesz?

- Nie mogę!

Cios.

- Powiem!

- To miło.

- Kasztelan poszukuje buntowników, obiecuje 30 srebrników nagrody od głowy! Bunty chłopskie rozpoczęły się od najazdu orków!

- Ile osób o nas wie?

- Właśnie szedłem do urzędu miejskiego kiedy ci czarni wyrośli jak z podziemia i powiedzieli, że służą kasztelanii, a że przekonujący byli to im powiedziałem.

- Ilu ich było?

- Dziewięciu, dowódca wyjechł z miasta. Znaczny ktoś. Nie ujechali daleko bo już zmierzchało kiedy im gadałem!

- Dziękuję - powiedział Białowłosy i uderzył go z rozmachem. Teo upadł i widział jak trójaka wybiega ze stajni. Udało się!

***

- Nie wyjeżdżamy z miasta? - spytała Katia.

- Nie, oni właśnie tego chcą - odpowiedział wojownik.

- Widziałaś jak składnie mówił? - spytał Folsten. - Byle pijaczyna tak nie mówi. A już na pewno nie pobity i zesrany ze strachu pijaczyna. Ktoś wbił mu tekst do głowy. Poza tym skąd wiedział o najeździe orków i buntownikach? W razie buntu i wojny sprawdzili by nas przy bramach, a mnie ubranego w liść w szczególności.

- Za późno się wygadał – stwierdził Caev. - Normalnie, mówią po trzecim ciosie. Kazali mu mówić później, żeby to wyglądało wiarygodnie.

- No cóż, w takim razie zostańmy na kilka dni. W innej karczmie.

***

Teo wyszedł ze stajni i czekał. Urzędnik kasztelański miał się z nim spotkać właśnie przed karczmą. O, tak, wszystko poszło doskonale. Znalazł opisywanych ludzi i wszystko się zgadzało, ludzie urzędnika znaleźli go sami i powiedział im wszystko. Wysłali jakichś idiotów na śmierć, a sami w dwudziestu chłopa czekają za miastem. Powiedział tej trójce, że to sam dowódca odjechał, więc pobiegli go ścigać. Tak, nie ma jak dobrze wykonana robota.

Ukłucie zimnej stali. Ból i krzyk. Poderżnięcie gardła. Śmierć.

Gervas pochylił się nad trupem i zabrał sakwę, będącą zadatkiem na zachętę. Nigdy więcej pijaczków.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

*naje[ź]dzie

*- No cóż[,] w takim

* Urzędnik kasztelański miał się z nim spotkać właśnie [przed] karczmą.

*O[/,] tak[,] wszystko poszło doskonale.



Ech... Okrutne. Ale masz plusa... za to, że zwykle gadają po trzecim uderzeniu :)

Nie do końca zrozumiałem twoje intencje co do ostatniego zdania. Czy tak jak teraz jest dobrze?

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.