PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 9:ZEGAR Z KUKUŁKĄ Przez dom przewijało się...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


ZEGAR Z KUKUŁKĄ

Przez dom przewijało się więcej osób. Sabina była jego ozdobą. Dokładnie nie było wiadomo jaką spełnia funkcję, ale istniała jakaś zażyłość między nią a rzeczoznawcą, który powrócił żeby dokończyć dzieła transakcji. Jego oryginalne maniery sprawiały że zwracał uwagę kobiet, a jego krawat pasował do koszuli.
Usiedli w miękkich, klubowych fotelach. Rozmowa toczyła się przy kominku, przy osmalonej ścianie z której gdzieniegdzie odpadał tynk. Cezar odziany był w granatową koszulę, przechylał głowę i udawał że interesuje się gazetą którą położył sobie na kolanach.
Rzeczoznawca pochylał się do przodu dźgając powietrze jak byk, Sabina stała obok, śledząc przebieg wydarzeń.
W końcu ją poprosili by zademonstrowała przedmiot targu- osiemnastowieczną miniaturę przedstawiającą śmiały akt.
Miała na sobie kusą bluzeczkę z dużym dekoltem w kształcie serca. Dżinsowe spodenki opinające pośladki podkreślały jej dziewczęcą urodę. Przedziałek na środku głowy sugerował neutralność, lecz w końcu przechyliła się w stronę rzeczoznawcy by mógł z bliska ocenić dzieło sztuki.
Oglądał obraz, lecz nie umknęło jego uwadze jak Sabina pożera wzrokiem konkurenta, który aż mocniej ścisnął laskę gdy spadł na niego jej czar.

Zapadał zmrok. Lampy pozapalane w oknach przypominały żywe kryształy zawieszone w kruchej przestrzeni nocy. Cezary przymierzał się do snu.
Przyglądał się zdjęciom swoich dzieci i żony.
Dzban w którym więdły kwiaty odbijał się razem z nim w wielkim lustrze. Sięgnął po laskę i postanowił wyjść na werandę. Pokonał schody i otworzył drzwi.
W drodze powrotnej zajrzał do Johna. Ambasador przyjął go w pidżamie.
- Jak się pan czuje?- zapytał Cezar podnosząc brwi.
- Dziękuję, dziękuję że mnie pan przyjął w swym pięknym domu- odparł melancholijnie John. Cezar uśmiechnął się.
- Proszę do woli korzystać z jego uroków, i w ogóle czuć się jak u siebie.
Postawił laskę na podłodze w taki sposób, żeby stworzyła słupek i okręcił się wokół niej jak trzmiel.
- Jeśli ma pan ochotę obejrzeć ze mną dom...- odezwał się konfidencjonalnym tonem.
John złapał się za guzik, przebrał się i wyszli razem.
Z jakiegoś powodu Cezar postanowił pokazać mu pokój który niemal w całości pomalowany był w najzabawniejsze odcienie pomarańczy. Nawet lampa świeciła w tym kolorze. Jedynie błękit firanek które wydymały się lekko do wewnątrz przypominał o istnieniu innych odcieni. Na ścianach wisiały akwarele.
Stukanie laseczki ustało kiedy weszli głębiej, w przestrzeń określoną poprzez miękki dywan. John ujrzał fotele i kominek, ten sam przy którym Sabina prezentowała obraz.
Cezar sięgnął po karafkę, napełnił szklanki i zwrócił się do Johna. Przypominał teraz trochę biblijną postać, pobrzękując kryształkami lodu, z czarodziejską laską.
- Proszę- powiedział podając napój.
John sięgnął po drinka, choć podświadomie czuł że nie powinien tego robić. Po chwili zobaczyli jednak Monikę, która zbliżała się do nich pewnym krokiem, podkreślonym kołysaniem bioder, w granatowej sukni, trzymając w dłoni tkany złotem szal.
- Dobry wieczór- przywitała się. Stanęła wobec nich w taki sposób, żeby kątem oka i ruchem głowy móc kontrolować przestrzeń w której dominował Cezar. Zwróciła się jednak do Johna i w pewnym momencie była już przy nim bardzo blisko.
Wymienili kilka uwag, Cezary się nie wtrącał, przyglądał się tylko z szyderczym uśmiechem jakby chodziło tylko o szal, który zsunął się na podłogę kiedy podniosła się lekko na palcach by pocałować Johna w policzek.
- Chodźmy się pobawić w introligatora- szepnęła mu do ucha. Trzmiel musiał obejść się smakiem.

Wieszała mu się na szyi jak dziecko, nie pozostało mu nic innego jak odstawić szklankę, pożegnać się z Cezarem i się poddać kiedy go prowadziła. Pięli się po schodach niczym winorośl, ona pierwsza, szukała kontaktu z dziurką od klucza, w końcu go przekręcając otwarła bramę wyrafinowanej pieszczoty.
Weszli do środka. Tutaj też był kominek, ale nikt z niego nigdy nie korzystał, tutaj zawsze było ciepło.
Położył się na niej jak liść, ale chciała żeby tym razem było inaczej. Odrzuciła włosy do tyłu co kojarzyło mu się z buntem, zaraz jednak zrozumiał jak bardzo się pomylił, gdy poczuł na brzuchu chłód pereł które nosiła na szyi. Przewróciła go by przy pomocy języka i miękkich ust przywrócić wiarę w rozkosz. Ambasador był nagi, niczym rozbitek wyrzucony na brzeg. Tak bardzo potrzebował czułości.
Przesuwając palce wzdłuż ciała odkrywał subtelne wzory, niwelując delikatne napięcie tworzyły coś na kształt roztańczonej duszy. Wsunął do środka palce, jakby szukając schronienia w skrzynce na listy do Ducha natchnienia, losu i mocy.
Noc była cicha i ciepła. Przestrzeń kołysała się niczym statek, świat zawirował i stopił się w jeden kształt, kielicha miłości. Ich ciała przypominały iskierki kołyszące się na wodzie, był to najlepszy dowód na to że działał proszek OR OR.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Z dedykacją dla Ciebie:-)

"Przedziałek na środku głowy sugerował neutralność..." i jak nie zakochać się w takim tekście? Plus za wrażliwość

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.