Mgła  zobacz opis świata »

Dopis 3:Żegnając się z Thomasem , ten...

« poprzedni dopis
 

zielony_mis 12

Od: 29.08.2009,aktywny: dawno temu

Tekstów: 9,

Dopisów: 28,




Żegnając się z Thomasem, ten powiedział-Mam coś jeszcze dla ciebie- i wyciągnął opakowanie z napisem ”Calypsol”. Pięć ampułek ketaminy, dostępnych tylko dla lecznictwa zamkniętego. -Chcesz? -Chcę, odpowiedział bez dłuższego zastanowienia. Zapłacił sto złotych, poszedł do całodobowej apteki, kupił strzykawki i igły i z całym tym asortymentem wpakował się do pierwszej taksówki stojącej na parkingu. Pojechał do domu, usiadł wygodnie na kanapie. Zrobił sobie zastrzyk. Świat zaczął wirować..Kalejdoskop obrazów zaczął zmieniać się w czasie i przestrzeni.

Berlin, 1992. To były czasy. Codziennie z centrum Gorzowa wyjeżdżał wieczorny autobus. Zawsze miał specyficznych pasażerów tzn. przemytników i złodziei. Wszyscy byli pijani. Jeszcze przed odjazdem autobusu odbywał się co najmniej jeden sparing na ulicy. W autobusie-starym rzężącym ogórku można było pić i palić. Czasami kierowca tez coś sobie chlapnął celem zmniejszenia stresu. Bo stresu akurat było sporo. Autobus wyjeżdżał o 23:00 z Gorzowa, do Berlina dojeżdżał rankiem. Trzeba było swoje odstać, żeby przejechać granicę. Nieraz się nie udawało i trzeba było zawracać na przejście graniczne w Słubicach. Podczas każdej podróży, Niemcy wymiatali z autobusu piramidę papierosów. Sczotkami. On należał do drugiej grupy pasażerów, czyli złodziei. Wtedy pół miasta jeździło do Niemiec kraść, a tytuł „jumacz” czy „jumaka” nadawał splendoru. Podczas jednego wyjazdu można było „zarobić” 5- krotną pensję górnika. Niektórzy jeździli codziennie. Kupowali wtedy mieszkania, dobre samochody. Jeśli chodzi o niego, to był raczej kiepski, zbyt bardzo się wstydził Właściwie, to się sobą brzydził. Jednakże jeździł. Później zaczął kursować bezpośredni pociąg do dworca ”Lichtenberg”. Z samego rana. Zamiast iść do szkoły, wszyscy spotykali się w pociągu. Z butelkami wódki, puszkami piwa, czy woreczkami z amfetaminą. Bywało przeważnie śmiesznie i z dużym dodatkiem adrenaliny, ale nie zawsze. Głupio było wpaść. On nie cierpiał takich sytuacji, właśnie przez ten wstyd wypływający ze świadomości bycia złodziejem. Jednakże pewne historie stały się śmieszne i niezapominalne. Jak zbierali wycieraczki z całej klatki schodowej, w bloku przy Karl-Marks-Strasse, żeby zrobić sobie legowiska. Jak winda umocowana w drucianej klatce budziła ich co kilkadziesiąt minut. Jak każdego ranka szło się zawsze po wódkę i ewentualnie po coś do jedzenia. Jak jeden z kolegów uciekał przed policją tunelem metra i wygramolił sie na peron stacji „Stadtmitte”, kiPo maturze, postanowił spróbować życia w inny sposób. Pojechał do Hamburga. Bywał już w tym mieście co najmniej kilka razy, zawsze mu się bardzo podobało. Tym razem postanowił zostac nieco dłużej. Gdyby spodziewał się wtedy, że będzie to kolejny stracony rok..Ale wtedy oczywiście nie myślał w taki sposób..

Przyjechał tam po kilku latach permanentnego zatrucia amfetaminami. Nie potrafił robić nic sensownego, poza wielogodzinnym włóczeniem się po mieście. Poznał niewiele osób, przeważnie z doborowego towarzystwa polskich meneli. Czasami się spotykali i upijali w trupa. W każdy weekend trafiał do „Polki”, lokalu prowadzonego właśnie przez Polkę. Taką blondynkę o wątpliwej reputacji. Po dzień dzisiejszy ma niespłaconą krechę w wysokości trzydziestu marek. W ”Polce” była szafa grająca, która wyła przebojami „Budki Suflera”. Było też mordobicie każdego wieczoru. Z zadziwiającą punktualnością, bo zawsze koło północy. W każdy weekendowy wieczór wagony metra były wypchane podpitym towarzystwem, z puszkami piwa w rękach. Gdy umieszczone w wagonach głośniki komunikowały „Reeperbahn”, całe towarzystwo wysypywało się na peron, a później do knajp i burdeli, nieodłącznej wizytówki St Pauli..

Większość czasu spędzał jednak sam. Siedząc sam w domu, albo łażąc bez celu po mieście. W stanie ciągle pogłębiającej się depresji. Jeśli ktoś się latami stymulował prochami, ten wie, o co chodzi.. Poszedł do szkoły, później zaczął zaoczne studia w Szczecinie. Jeździł co dwa tygodnie w obie strony. Nie zaliczył nawet jednego kolokwium.

Chodząc po mieście, kogoś szukał. Nie wiedział kogo, ale chyba po prostu miłości. Spotykał same prostytutki. Po kilku miesiącach wieczornych powrotów przez Suederstrasse, rozpoznawali siebie nawzajem, nawet się pozdrawiali i częstowali papierosami. Spotykał je często. Jadąc do szkoły, zawsze go zaczepiały. Nigdy się nie skusił, nie tego szukał. Poznał kiedyś jedną Polkę, czasami do niej jeździł pogadać i zapalić trawkę. Na urodziny ukradli jej wielki kwiat stojący w doniczce na ulicy i wieźli go nocą w koszyku z „Aldiego”.

Gdy było ciepło, lubił chodzić do parku. Hamburskie parki były bardzo zadbane, można było w nich naprawdę odpocząć, albo poprawić sobie nastrój. W jednym z nich było mnóstwo magnolii. Kilka lat później ,siedząc w tym samym parku pisał do M..”Życzę Ci wszystkiego najlepszego..(..), życia o zapachu magnolii..

Czuł się bardzo samotny. Każdego dnia. Każdego dnia tak samo. Nawet gdy świeciło słońce.

Pewnego słonecznego dnia pojechał z bandyckim towarzystwem nad jezioro. Zrobili potężną rozróbę. Uciekając przed hordą rozwścieczonych Turków, zgubił buty.

Kiedy wyjeżdżał z Hamburga, gapiąc się przez okno autobusu, czuł się naprawdę szczęśliwy. Po totalnej detoksykacji wróciła nadzieja na przyszłość. Pomimo tej pieprzonej samotności. Odbierał ją jako zapłatę za nadzieje.

Znowu się pomylił.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.