Mazbah  zobacz opis świata »

Dopis 52: Zimowe przesilenie – wielkie...

« poprzedni dopis
 

pphilips 28

Od: 30.12.2006,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 39,


***

Zimowe przesilenie – wielkie święto orków, ku czci ich najwyższego boga – Wielkiego Rębajły. Zgodnie z odwieczną tradycją, w ten dzień starają się odłożyć wszystkie walki (jeśli nie jest to możliwe, zabijają z większą finezją niż zwykle) i skupić na rytualnym składaniu jeńców w ofierze. Jest to czynność wielce skomplikowana, jednak w największym uproszczeniu można to porównać do wywrócenia nieszczęśnika na drugą stronę, wyprucia szkieletu i mocnego wymiętoszenia. Jednocześnie należy starać się, aby żył on jak najdłużej. Na koniec ciała wrzuca się do wielkiego ogniska, rozpalonego w centrum obozu, bądź w prowizorycznej świątyni. Wszystko odbywa się pod ścisłym nadzorem kapłanów. W obozowiskach wiesza się ozdoby – głównie rozmaite kości i talizmany.

Zielonoskórzy już rozpoczęli przygotowania. Robota paliła im się w rękach. Mieli zacząć o północy. Z klatek wypełnionych więźniami po brzegi, słychać było jęki, ryki i postękiwania.

***

Wreszcie czas nadszedł, otwarto klatki i zawartość ustawiono pod posągiem bóstwa. W samym Wąchocku zgromadzono dziesięć tysięcy jeńców. Gdzieś w oddali zagrzmiało. Orkowie rzucili się na ofiary. Krew była wszędzie. Bryzgała dookoła. Słychać było tylko wrzaski mordowanych i tajemnicze formuły szamanów. Zwłoki rzucano w płomienie. Gdy rzeź zakończyła się i ostatni trup wylądował w ogniu, błyskawica uderzyła w stos. Ten wystrzelił w górę. To samo stało się w innych miejscach kontrolowanych przez orków. Niebo zapłonęło... dosłownie. Widok był niesamowity i fascynujący. Wszędzie dało się słyszeć niski, diabelski, przerażający śmiech. Orkowie wrzeszczeli zachwyceni. Po chwili demoniczny głos ucichł, a na jego miejscu pojawiło się ogłuszające... muczenie.

***

- ... więc proszę pana, prędzej krowy będą latać, niż z Hotelu Amelia wyjdzie niezadowolony klient.

- Muuuuuuu!!! - Jebut! Zielona krówka w psychodeliczne wzorki spadła na zadek, miażdżąc przy tym recepcjonistę. Powoli podniosła się, stanęła na dwóch kopytach i zeskrobawszy z siebie człowieczka, zjadła go. Zamożny gość patrzył na to osłupiały.

- Mu? Mu! - Zwierzę zauważywszy go, rzuciło się na niego z wywieszonym ozorem. Kiedy skończyła z pechowcem, ruszyła na podbój miasta. Ludzie uciekali w popłochu, jednak nie mieli szans. Potwór był szybszy. Gdy już kilkunastu człeków pożegnało się z życiem, straż dostrzegła zagrożenie.

- Ten, no, panowie. Ubić mućkę!

- Muuu!

Kiedy zbliżyli się do krasuli, ta wydęła wymiona i siknęła na nich kwaśnym mlekiem. Gdy panowie leżeli już, powaleni siłą nabiału, bydle rozpędziło się i rzuciło prosto na nich, skok ten budził niezwykłe skojarzenia z zapasami. Rozległ się głos łamanych kości. Boski pupilek, zadowolony z siebie wstał i przystąpił do konsumpcji, ignorując panującą dokoła panikę. Krowa miała już jakieś trzy metry wysokości. Nie spiesząc się, wesoło stukając kopytami o bruk, poszła w kierunku tawerny.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 5

*gł[ó]wnie rozmaite





Za "Ubić mućkę!" +

I za siłę nabiału 2+

Niech do miasta wpadnie jeszcze żuk gnojarz i będzie git.

Masz tego plusa, choć nie jestem fanem Zwierząt Apokalipsy.

Dzieki :)

Tom: naprawde nie rozumiem co Ci sie nie podoba w zwierzakach siejacych zniszczenie ;)

Żądam kolejnego dopisu!!! < foch >

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.