Meaweteacha sefer  zobacz opis świata »

Dopis 2: Znudzona przechadzałam się po naszym...

« poprzedni dopis
 
***

Znudzona przechadzałam się po naszym ogrodzie. Nagle usłyszałam głosy. Dwóch mężczyzn. To był ojciec i jeszcze ktoś. Drugiego w pierwszej chwili nie poznałam.

- Ty możesz zostać, trzeba to tylko dobrze rozegrać.

-Nie Sarunie. Boje się, ale jestem pewien tego, co robię.

Przeszłam kilka kroków w stronę z której dochodziła rozmowa i przystanęłam za drzewem. Wyjrzałam ostrożnie. Uśmiechnęłam się. Ojciec rozmawiał z Lucyferem. Oni zawsze bardzo się kochali, ojciec wychował go jak własnego syna. Ja też kochałam Lucyfera, był mi jak brat. Nie widziałam go już dawno. Miałam ochotę wybiec i przytulić się do niego jak kiedyś. Stałam jednak dalej, skryta wśród drzew.

- Robisz to tylko dla samej idei?

- Nie. Wiesz, że nie.

- Tak bardzo ich nienawidzisz?

- To nie tak... To tylko jeden z powodów.

Pójdą za tobą wszyscy, którzy pragną wolności, a wiesz przecież jak wielu jest takich.

Będą się bali.

Tak samo jak ty czy ja.

Nie każdy ma siłę...

Ty ją masz. To wystarczy. Wierzę w ciebie, synu.

To ona jest moją siłą.

- Wiem, robisz to także dla niej..

Dopiero wtedy wyszłam zza drzew i podbiegłam do nich. W oczach obu mężczyzn malował się ten sam smutek i lęk. Przystanęłam w pól drogi, lecz oboje uśmiechnęli się na mój widok. Ojciec zmierzył mnie badawczym wzrokiem. Nie dałam po sobie poznać, że coś słyszałam. Skłoniłam się przed nim, a on jak zawsze uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Podeszłam do brata.

- Dawno cię nie było.

- Wiem maleńka, przepraszam.

Przytuliłam się do niego, a on pogłaskał mnie po włosach. Tak jak dawniej...



***

Spacerowałam po łące pełnej kwiatów. Rozpościerała się aż po horyzont. Tam, w oddali, na widnokręgu majaczyło siedem postaci. Byli uzbrojeni. Znów moje serce zabiło mocniej, a ja znieruchomiałam. Nie wiedziałam dlaczego, puki postacie nie zaczęły się zbliżać. Wtedy dostrzegłam lśniące , jasne włosy. Zakuty był w zbroję, a w ręku trzymał miecz. Wyglądał zupełnie inaczej niż wtedy, gdy spotkałam go po raz pierwszy. Przyglądałam mu się w zachwycie, szeroko otwartymi oczyma. Nagle zakręciło mi się w głowie, przymknęłam oczy. Otworzyłam je, gdy poczułam że ktoś łapie mnie za rękę. Dotyk był delikatny, jednak znów czułam paraliżujący dreszcz, a kolana ugięły się pode mną. Stał obok mnie trzymając moją dłoń w swojej.

- Chodź..

Pobiegliśmy.

Po chwili znaleźliśmy się w ogrodzie pełnym białych róż.

-Wybierz sobie jeden kwiat.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Czekam na ciąg dalszy ^^


Plusik za całość !


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.