Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 138:Zwykły dzień . Niby nic , a jednak nietypowy...

« poprzedni dopis
 

Drache 42

Od: 11.06.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 4,

Dopisów: 172,


Zwykły dzień. Niby nic, a jednak nietypowy. Bo zjawił się gość. Ja niewyspany - całonocna sesja RPG, spotkanie ze znajomymi, granie, gadanie. Ledwie żyję, oczy mam podkrążone, ale jestem, przyjechałem przed czasem, czekam na mrozie i stoję, jestem. W torbie trzy pomarańcze, jako prezent. Gość je ostatnio lubił, więc i dostał. Śmiał się z tego, ale śmiechem radosnym.

Wtuliliśmy się w siebie, wymieniliśmy pocałunek. Minuta stania na mrozie, w swoich ramionach, tak blisko, bo wcześniej tak daleko. Tylko minuta, a może aż minuta.

Potem spacer po mieście. Gość go nie znał, więc wypadało go oprowadzić. Centrum, masa zabytków, w tym Bazylika Mariacka. Gość wszedł, dał się namówić i skusić.

Potem był marsz w stronę domu. Gość zamarudził, że nie chce iść, więc podjechaliśmy. Spotkałem nauczycielkę z gimnazjum, pogadaliśmy chwilę. Potem krótka przejażdżka i do domu.

Remont. Przechodzimy do mnie. Brat łaskawie się usuwa z książką, drzwi zamknięte, zostajemy sami.

Cięcie. Mija kilka godzin.

Dwudziesta i jeden. Ruszamy na miasto, w noc oraz deszcz. Gość trzyma mnie za rękę, ściska mocno, bo mu zimno. Widzi po raz pierwszy plażę w czasie burzy, w ciemności, wsłuchuje się w nią i jest zachwycony.

Przechodzimy na molo. Mijamy jedną parę, kilka razy wiatr w nas uderza. Na molo jedna osoba, rowerzysta. I my na końcu, gapiący się w mrok oraz wodę, niskie, widoczne fale oraz światełka w oddali.

Cięcie.

Wpierw marznięcie na przystanku. Gość drży, więc chucham mu na twarz i szyję, tulę mocno, jak małą, biedną dziewczynkę. Tramwaj. Czuję gościa na kolanach, gdy siedzę i wciąż go tulę.

Dworzec. Mróz straszny, podłoga zimna. Wędrujemy na górę.

Cięcie.

Czekamy.

Cięcie...

Tak, cięcie. Znowu cięcie, znowu wykreślenie paru słów. Co ja wtedy robiłem? Co się ze mną działo? Wiem, pamiętam, pamiętam aż za dobrze.

Wstydzę się i jednocześnie dumny jestem.

Żal mi, ale jestem też szczęśliwy.

Wspominam, ale chcę zapomnieć.

Dwie strony tego samego medalu, którego od piersi nie mogę oderwać.

Mijały godziny, a my siedzieliśmy, wtuleni. Działo się niewiele wokół, ale wiele blisko. Może nawet zbyt wiele.

Gość odjechał, żegnając mnie czule, tak jak chciałem być pożegnany i pożegnać go. Odszedłem, nie odwrócił się, chociaż rzekłem ostatnie słowa. Może nie dosłyszał, nie wiem.

Dziś jest mi pusto. Smutno. Nie to miejsce i nie ten czas, ale jest mi źle. Jesień, psia mać, okres depresji i posuchy. Tak, tylko dlaczego w tym roku? Rok temu spokój, dwa lata również. Teraz musiało jednak trafić, musiało.

Myślałem przez chwilę o czymś. Dla uspokojenia. To w końcu tylko jeden ruch, nieco bólu i spokój na cały dzień, a ranek na mentalnym kacu, jak zawsze, gdy robię coś wbrew sobie.

Gość odjechał, ale nie do końca.

Pragnę zanurzyć się w pracy. Całe dnie spędząc w książkach, przy tekstach, na zajęciach, odrzucić wszystko w cholerę i nie myśleć o tym. To jest zawsze takie proste, prawie jak wyjście z kumplami na piwo czy sesję. Bo to można zawsze zrobić. Ale ja nie piję, a na sesję się nie zabiera.

Myślałem o tym, czy w końcu nie spróbować. Bo to w końcu piwo, pite dla kurażu i w gronie znajomych. Tylko po co?

Głupie myśli.

Głupi homo sapiens sapiens, który je ma.

Gość wyjechał. Minęło kilka dni. Wraca stan błogosławionej obojętności. Dobry dla niewielu, dla reszty zimny sukinsyn.

Takiego siebie wolę. Tak mimo wszystko takiego.

Gdyby to wszystko mogło być takie proste... Może znowu ja zawiniłem, a nie druga strona? Nie, myśli takie na bok, to nie ten czas i nie to miejsce.

Jutro zajęcia. Gość ma mnie za oschłego. Trudno, teraz to bez znaczenia. Za kilka lat będę mógł sobie za to w brodę pluć, ale na pewno nie teraz. Nie teraz...

A wszystko dlatego, że gość przyjechał i zostawił po sobie kilka pamiątek.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

lubię rpg:)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.