życie to fascynująca podróż...

bakalia

Od: 12.09.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 0,


Opis świata:

7: 22

Zbudziła się wczesnym rankiem...
Słońce leniwie budziło się do życia przebijając się przez zieleń zasłon
Poprawiła poduszkę pod głową
Przerzuciła pofalowane od sennych zmian pozycji włosy na prawą stronę
Wysunęła spod pościeli nogę i delikatnie zginając ją poczęła poruszać nią w takt odgłosu zegara wiszącego na ścianie
Delikatny podmuch porannego wiatru wdarł się przez uchylone okno
Ucałował jej policzki
Pobawił się jej włosami
Przez niego co ranka na jej skórze pojawiała się gęsia skórka...
Z czasem zaczęła ją lubić...
Przypomniała sobie sen, który zawładną nią tej nocy
Powtarzał się wielokrotnie
Był to jeden z tych snów po których człowiek budzi się wypoczęty
Jechała z nim starym, charakternym wozem w kolorze krwistej czerwieni z odkrytym dachem
Tapicerka w odcieniu kakaowym przyjemnie dopieszczała jej delikatną skórę
Niewątpliwie odznaczała się w tym otoczeniu intensywną zielenią letniej sukienki
Założyła kobieco nogę na nogę a na swych stopach dostrzegała lśnienie czerwieni wysokich obcasów
Wiatr rozwiewał jej włosy a długie kolczyki wygrywały w każdej sekundzie nowszą melodię
Delikatnie przesuwała palce dłoni po srebrzystej framudze drzwiczek
Jechali pustą ulicą zroszoną żółcią linii
Nieustannie towarzyszył im błękit oceanu i kamienne wzniesienia
Zieleń podkreślała urok tego miejsca
Spojrzała na niego
To był przystojny mężczyzna
Niewątpliwie
Choć za każdym razem miał inną twarz
Wiedziała to dobrze
Lecz nigdy jej nie zapamiętała
Najwidoczniej nie była istotnym elementem jej sennych podróży
Uśmiechał się
Dobrze wiedział co chciała zrobić
W końcu przebywali tą drogę nie pierwszy raz
Odpięła pas
Zsunęła ze stóp szpilki
Uniosła nogi do linii bioder
I usiadła na oparciu siedzenia
Czuła się wolna...
Popatrzył na nią z uśmiechem
Pochwyciła z tylnego siedzenia pastelowy szal
Zacisnęła go mocno w palcach i uniosła do góry
Poddawał się mocy wiatru, który okalał jej twarz...
Pogłośnił grany w radiu kawałek
Zrobił to tak trafnie, że nie słyszeli własnych słów
Rozbawiło ich to ogromnie
Być może była to ich piosenka?
Być może...
Przybyli na wzgórze
Kochała je
Było to miejsce gdzie często wracała
Zawsze z nim
Wysiadła z samochodu nie zamykając za sobą drzwi
Stanęła bezpiecznie na skraju wzgórza
Zamknęła oczy
Wzięła głęboki wdech
I już o chwili ta rześka bryza penetrowała jej płuca
Czuła się niepoprawnie ożywiona
Spojrzała za siebie
Szukała go wzrokiem
Znalazła
Stał oparty o maskę samochodu z rękami ułożonymi po bokach
Na ramionach miał zawiązany ciemny sweter
Zamkną oczy, które drażniły ostre promienie słoneczne
Poczuł jej zaczepne spojrzenie
Uśmiechną się
Nie otwierając oczu
Wiedział, że za parę chwil będzie obok
Zjawiła się
Podeszła bezszelestnie tak jak gdyby było to jej wrodzoną cechą
Postawiła swe nagie stopy pomiędzy jego nogami
Dłonią gładziła środkowy punkt jego męskiej klatki piersiowej
Wiedziała, że lubi te momenty
Ona też uwielbiała to robić
Kiedy otwarł oczy zauważył żółte kwiaty w jej włosach
Wyglądała niczym baśniowa nimfa
Stanęła na jego stopach
Pochwycił ją w biodrach
Wypowiedziała szeptem jakieś zdanie
Nie zrozumiał lecz uwielbiał kiedy do niego mówiła
Pocałowała go w czoło, co robiła często
To był jeden z tych pocałunków, które nasycone są uczuciem...
Pragnęła aby rzucił ją na maskę ich wiekowego samochodu i namiętnie całował
Aby jego delikatność przybrała inny wymiar
Oboje znali to uczucie
Podczas każdej sennej podróży kiedy wracała do tej historii pragnęła tego samego...
Wsunęła nogę pod pościel
Obróciwszy się na bok pomyślała, że zdecydowanie za dużo ogląda romantycznej kinematografii
W końcu tylko tam Gregory Peck w taki sposób całuje Audrey Hepburn...